Purpura i czerń

  • Historia bohatera watykańskiego podziemia
Purpura i czerń
30,00 zł
/ szt. brutto
Łatwy zwrot towaru w ciągu 14 dni od zakupu bez podania przyczyny
Darmowa dostawa od 199,00 zł

Ta opowieść zawiera wszystkie elementy bestsellerowej literatury sensacyjnej: wątki szpiegowskie, spiski i fortele, tajne akcje przeprowadzane pod osłoną nocy, zmagania ze złem… Tylko że to historia prawdziwa. Purpura i czerń przedstawia zdumiewające i heroiczne losy monsiniora Hugh O’Flaherty’ego, człowieka nazwanego „Szkarłatnym Kwiatem Watykanu”.

SPIS TREŚCI

Przedmowa 5

1. Antybrytyjski młodzieniec 7

2. Boski podróżnik 23

3. Rada trzech 36

4. "Oddaj moje szczęśliwe spodnie!" 50

5. Węglarz i Gestapo 63

6. Skruszony Judasz 80

7. Brytyjczycy wchodzą do gry 92

8. Szpiedzy i amanci 110

9. Boże Narodzenie – początek potwornego czasu 128

10. Ucieczki, pojmania, tortury 142

11. Szpiegostwo na rzecz Anglii! 157

12. "Gorąca linia” z kwaterą główną SS 174

13. Pamiętny marsz 187

14. Quando vengono? 204

15. Wróg prosi o pomoc 217

16. Nagroda i kara 229

 

FRAGMENT

1. Antybrytyjski młodzieniec

Tuż po godzinie 8:00 w pewien chłodny wtorkowy poranek 1944 roku, w okresie niemieckiej okupacji Rzymu, duży czarny sedan przejechał szybko, bez zwalniania, przez via della Conciliazione, kierując się ku Bazylice św. Piotra. Nie wjechał na rozległy plac, lecz zatrzymał się przed namalowaną na bruku białą linią łączącą dwa skrzydła Kolumnady Berniniego. Przy linii stali czterej niemieccy spadochroniarze uzbrojeni w pistolety maszynowe. Z samochodu wysiadł SS-Obersturmbannführer Herbert Kappler, szef SD, a następnie gestapo w Rzymie, a za nim dwaj inni mężczyźni w cywilnych ubraniach, ale noszący charakterystyczne emblematy gestapo. Podpułkownik Kappler ruszył przez piazza do odległego, lewego narożnika dwudziestodwustopniowych schodów wiodących do wejścia do bazyliki. Na najwyższym stopniu majaczyła, częściowo skryta w cieniu, wysoka postać monsiniora Kościoła katolickiego w czarnym kapeluszu z szerokim rondem i długiej, czarnej sutannie z purpurową lamówką. Z odległości ponad 300 metrów nie sposób było rozpoznać twarzy duchownego, ale promienie słońca odbiły się od szkieł jego okularów, gdy na widok gości uniósł wzrok znad modlitewnika, który właśnie czytał. Tam i z powrotem po schodach powoli kroczyli nieliczni rzymianie. Była to pełna spokoju scena, stanowiąca zarazem znakomite tło dla morderczej intrygi. Podpułkownik Kappler bowiem nie przybył tu, aby dokonać inspekcji nazistowskiego posterunku wartowniczego, lecz po to, by wprowadzić w życie swój plan zamachu.
 
W pewnej chwili szef SS wskazał swoim podwładnym postać u szczytu schodów i odezwał się do nich:
 
– To on, monsinior Hugh O’Flaherty, szalony irlandzki ksiądz, ale też człowiek niebezpieczny, zbyt niebezpieczny, by żyć. Przysporzył nam więcej problemów niż ktokolwiek w całym Rzymie i trzeba go powstrzymać. Wie, że go aresztujemy, jeśli tylko schwytamy go poza terytorium Watykanu, ale jak dotąd nie udało nam się go wywabić za tę linię, ani przyłapać go podczas wypadów do miasta, których dokonuje ukradkiem, gdy tylko ma na to ochotę! Ponieważ nie możemy go podejść frontalnie, spróbujemy go dopaść od tyłu. Słuchajcie zatem uważnie. On was nie zna... nigdy wcześniej nie pełniliście tu służby? Nie... To dobrze. Jutro wybierzecie się na Mszę do Bazyliki św. Piotra. To jakiś uroczysty dzień, więc w bazylice będzie mnóstwo ludzi. Kiedy zaczną wychodzić, wy również wyjdziecie, ale użyjecie tych drzwi, które O’Flaherty ma teraz dokładnie za plecami. Chwycicie go, zwleczecie po schodach i wyprowadzicie za tę linię. Potem zabierzecie go stąd w jakąś boczną uliczkę i puścicie... ale tylko na chwilę. Nie chcę go więcej widzieć żywego, a z pewnością nie chcemy też... żadnych formalnych procesów sądowych. Powiedzmy, że zostanie „zastrzelony podczas próby ucieczki”. Zrozumiano?
 
Dwaj gestapowcy skinęli głowami w milczeniu. Doskonale zrozumieli zwierzchnika. Dla nich to były rutynowe działania, do których zostali w pełni przeszkoleni. Plan nie wydawał się może zbyt wyrafinowany, ale tylko na tyle było stać sfrustrowanego i wściekłego Kapplera.
 
Wieczorem tego samego dnia do niewielkiego gabinetu O’Flaherty’ego wszedł niewysoki elegancki mężczyzna ubrany w czarną marynarkę, prążkowane szare spodnie, białą koszulę z szerokim kołnierzykiem i czarny krawat.
 
– Ojcze, pojawił się drobny problem. Pamięta wielebny naszego przyjaciela Giuseppe, nasz „kontakt” w Kwesturze? Właśnie mnie powiadomił, że Kappler opracował jakiś miły plan uprowadzenia ojca jutro. Nie wiem, jak dokładnie chce tego dokonać, ale sądzę, że ojciec nie powinien się pokazywać na schodach przez dzień lub dwa!
 
O’Flaherty wstał zza biurka. Był mocno zbudowanym człowiekiem przy wzroście prawie 190 centymetrów i wadze ponad 100 kilogramów. Teraz miał już 46 lat, ale w przeszłości czynnie uprawiał sport i amatorsko boksował. Zaśmiał się gromko.
 
– I co, mój chłopcze, miałbym im pokazać, że się boję? O ile nie użyją pistoletów, z łatwością uporam się z dwoma czy nawet trzema – choć nie przystoi wdawać się w bójkę na schodach Świętego Piotra, co?
Niewysoki wytworny mężczyzna, który nosił nazwisko John May, cicho zakasłał.
 
– Ma ojciec rację – odpowiedział. – Jeśli nazistom nie uda się tego zrobić teraz, to spróbują innego dnia, a być może wtedy nie dostaniemy żadnego ostrzeżenia. Giuseppe nie zawsze może zdobyć takie informacje. Sądzę, że Kapplerowi przydałaby się mała nauczka. Jeśli ojciec zostawi to mnie...
 
– Nie chcę wiedzieć niczego o twoich planach, John – przerwał mu O’Flaherty z uśmiechem. – Ale będę tam rano jak zwykle.
 
May nie pozostawił niczego przypadkowi. Przesłał wiadomość do Giuseppe i nazajutrz rano młody informator udał się na Mszę świętą do Bazyliki św. Piotra wraz z Mayem, który nie był katolikiem.

Zaraz za głównym wejściem do bazyliki, po prawej stronie, znajduje się pierwszy z czterdziestu czterech ołtarzy ogromnej świątyni, mogącej pomieścić 100 tysięcy wiernych. W tym właśnie miejscu, w kaplicy z Pietą Watykańską Michała Anioła, jedynym dziełem sygnowanym nazwiskiem mistrza, stało dwóch ubranych po cywilnemu esesmanów z obłudnie pochylonymi głowami i dłońmi złączonymi jak do modlitwy. Giuseppe wskazał ich, a May zerknął na czterech wartowników z Gwardii Szwajcarskiej, którzy właśnie pojawili się w drzwiach. Wnętrze bazyliki przepełniał szept dwudziestu lub więcej księży odprawiających Msze święte, cichy stukot obcasów butów o marmur, gdy kobiety po przyjęciu Komunii świętej odchodziły od balustrad odgradzających ołtarze, oraz nieziemski dźwięk dzwonów. Papiescy gwardziści cicho, by nie powiedzieć: niepostrzeżenie, zbliżyli się i stanęli po bokach i za plecami dwóch esesmanów. Po delikatnym klepnięciu w ramię Niemcy wzdrygnęli się, ale na widok sugestywnych gestów wskazujących im drzwi posłusznie ruszyli do wyjścia.

Zgodnie z planem wyszli z bazyliki drzwiami znajdującymi się obok stanowiska O’Flaherty’ego, ale opuścili ją zupełnie spokojnie w otoczeniu silnych gwardzistów, odprowadzani przez Johna Maya zadowolonego z takiego rozwiązania. Monsinior usunął się nieco na bok, by ich przepuścić, jego intensywnie niebieskie oczy wesoło połyskiwały zza okularów w tanich metalowych oprawkach, które zawsze nosił. Agenci zostali sprowadzeni po schodach na plac i dalej w stronę białej linii, przy której jak zwykle stali uzbrojeni nazistowscy spadochroniarze. W połowie drogi przez plac św. Piotra May szepnął coś dowódcy oddziału Gwardii Szwajcarskiej i Niemcy, kompletnie zaskoczeni, zostali delikatnie, ale zdecydowanie pokierowani ku końcowi skrzydła kolumnady, gdzie znajduje się przejście na ulicę, przy której stoi gmach Świętego Oficjum. Gdy cała grupa znikała pomiędzy kolumnami na skraju placu, wciąż znajdowała się na obszarze eksterytorialnym, więc nawet jeśli spadochroniarze rozpoznali agentów Kapplera, to nie mogli niczego zrobić. May zorganizował tajniakom własny komitet powitalny – złożony z Jugosłowian, którzy pałali bezwarunkową i niegasnącą nienawiścią do Niemców i z przyjemnością zgodzili się nieco poobijać tych dwóch esesmanów w bocznej uliczce. Nazajutrz rano doniesienie o kolejnej porażce złożyli zaś Kapplerowi owi bardzo sponiewierani i posiniaczeni agenci.

Po raz kolejny zwyciężył duchowny będący zmorą Niemców w Rzymie i najpilniej „poszukiwanym” człowiekiem w Wiecznym Mieście. O’Flaherty, odziany w purpurę i czerń, sympatyczny, łagodny, otwarty na ludzi ksiądz, zwany „Szkarłatnym Kwiatem Watykanu”, był postacią pełną zadziwiających paradoksów. Przez długie lata nienawidził Brytyjczyków, a jednak uratował życie większej liczbie aliantów niż ktokolwiek inny w okresie II wojny światowej. Z rzymskiego Collegio Teutonico, czyli Kolegium Niemieckiego, kierował zdumiewająco rozbudowaną siatką pomocników. Dysponował nawet własnymi tajnymi informatorami w kwaterze głównej SS. Wyzywająco przemierzał miasto za dnia i pod osłoną nocy, drażniąc Niemców samą swoją obecnością. Wystawał samotnie na stopniach Bazyliki św. Piotra, czekając na ludzi, którzy przychodzili do niego z różnymi problemami i z prośbą o ocalenie przed więzieniem, torturami, a być może nawet i śmiercią.


Na przykład zimą na przełomie lat 1943 i 1944 każdej nocy ukrywał od stu do dwustu uciekinierów z obozów jenieckich – od szeregowców do generałów – rozproszonych po prywatnych domach i mieszkaniach rzymian walczących przeciwko faszyzmowi, w klasztorach i konwentach – którzy zawdzięczali życie brawurowym ucieczkom, nierzadko w stroju monsiniora, zwykle zaś zuchwałym i głośnym.



Kod produktu
9788375022209
Oprawa
Miękka, środek kolorowy
Typ produktu
Książka
Zapytaj o produkt
Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe. Dane są przetwarzane zgodnie z polityką prywatności. Przesyłając je, akceptujesz jej postanowienia.
Napisz swoją opinię
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel