Informacje o produkcie

Dobra nowina o seksie i małżeństwie

Produkt niedostępny
Wysyłka w dni
Koszt od 10.00
30.00 / 1szt.

Kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć

Dobra nowina o seksie i małżeństwie
Producent: PROMIC-MARIANIE
PEŁEN OPIS
Autor, w formie często kontrowersyjnych pytań i szczerych odpowiedzi, przedstawia argumenty przemawiające za słusznością nauki Kościoła, dotyczącej ludzkiej płciowości i małżeństwa. Wskazując na tak konsekwentnie głoszoną przez Jana Pawała II szczególną godność kobiety i mężczyzny, przekonuje, że tylko mądre i odpowiedzialne pielęgnowanie daru miłości może zaspokoić ludzką tęsknotę za jednością i szczęściem.

Praktyczny wartościowy poradnik dla ludzi wolnego stanu, narzeczonych, małżonków i wszystkich, którzy poszukują szczęścia w miłości, a także tych, którzy już je znaleźli, aby ich szczęście stawało się coraz pełniejsze. Nowe, poprawione i uzupełnione wydanie bardzo poczytnej książki.

Christopher West jest współpracownikiem arcybiskupa Denver Charlesa J. Chaput jako doradca i wykładowca do spraw seksulaności ludzkiej, małżeństwa i życia rodzinnego. Dzięki swym licznym artykułom, wystąpieniom publicznym i kasetom na temat "teologii małżeństwa" Jana Pawła II jest uznanym międzynarodowym autorytetem w tej dziedzinie.


SPIS TREŚCI

Przedmowa 7

Wprowadzenie 11

WIELKA TAJEMNICA
Zacznijmy od fundamentów 19

KTO TO MÓWI?
Autorytet Kościoła i inne pytania wstępne 47

CO ZNACZY TWOJE „TAK”?
Podstawowe wiadomości o małżeństwie i ślubie kościelnym 73

ZANIM POWIESZ „TAK”
Czystość pozamałżeńska 111

KIEDY JUŻ POWIESZ „TAK”
Czystość w małżeństwie 155

„TAK”... I NIE!
Antykoncepcja 193

„TAK”... ALE NIE TAK, JAK CHCE BÓG
Techniki reprodukcyjne 247

KIEDY „TAK” JEST NIEMOŻLIWE
Pociąg do tej samej płci 275

„TAK” SAMEMU BOGU
Seks a powołanie do celibatu 303

Podziękowania 323

 

FRAGMENT

1. Co, na Boga, ma Kościół katolicki przeciwko antykoncepcji?
 
Wnikliwy czytelnik zauważy, że wszystko, o czym była mowa do tej pory, prowadzi nas prostą drogą do wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie. Zacznijmy więc je omawiać cytując raz jeszcze główną tezę tej książki i uzupełniając ją pewnym pytaniem:
Seks jest naprawdę seksem jedynie w tym stopniu, w jakim uczestniczy w ”tak” przysięgi małżeńskiej. Czy może zaistnieć sytuacja, w której para małżeńska ma prawo złamać przysięgę?
Możemy się wymądrzać, zżymać i wściekać do woli, ale nie zmienimy faktu, że integralną częścią sakramentalnego “tak” jest otwarcie na potomstwo. Ktoś mógłby zaoponować: “Dane małżeństwo może być generalnie otwarte na potomstwo, ale nie za każdym razem, kiedy współżyją ze sobą”. Ma to mniej więcej taki sens jak stwierdzenie: “Dane małżeństwo może być generalnie nastawione na wierność, ale nie za każdym razem, kiedy współżyją seksualnie”. Jeśli widzimy jakąś sprzeczność w zobowiązaniu do wierności... ale nie zawsze, powinniśmy bez trudu zrozumieć sprzeczność w zobowiązaniu do otwarcia na potomstwo... ale nie zawsze.
Czy może istnieje jakaś droga wyjścia z kłopotliwego położenia, w jakim stawia nas powyższy wywód? Owszem, mamy kilka alternatyw.

OPCJA 1: Możemy uznać, że seks wcale nie musi uczestniczyć w ”tak” przysięgi małżeńskiej. W porządku, tylko przyznajmy konsekwentnie, że w takim razie zupełnie nie ma powodu, by nie mieli uprawiać go ludzie niezwiązani taką przysięgą. Widziany z takiej perspektywy seks nie ma żadnego głębszego znaczenia poza wspólnym, czy nawet samotnym przeżyciem czysto fizycznej przyjemności.
Idąc dalej tą drogą dochodzimy do wniosku, że dobry jest każdy sposób osiągnięcia orgazmu: samotnie, przy współudziale partnera czy też dowolnej liczby partnerów (ich płeć nie miałaby tu większego znaczenia), a nawet zwierząt. Niestety, dokładnie w taki sposób myśli już wiele osób wychowanych w kulturze antykoncepcji.

OPCJA 2: Możemy zmienić definicję małżeństwa i uznać, że “otwarcie na potomstwo” nie jest integralną częścią przymierza małżeńskiego. W porządku, tylko w tym razie to my, a nie Bóg, decydujemy, czym jest małżeństwo i jego definicja staje się zupełnie dowolna.
Chcesz zawrzeć “rozerwalne małżeństwo” na wypadek, gdyby coś wam nie wyszło? Żaden problem! Chcesz “małżeństwa otwartego” na wypadek, gdyby partner zaczął cię nudzić? Żaden problem! Chcesz “poślubić” kochanka tej samej płci? Żaden problem!
W końcu jeśli małżeństwo nie jest z definicji związane z prokreacją, dlaczego mieliby je zawierać tylko partnerzy płci przeciwnej? Niestety i w taki sposób myśli już wiele osób wychowanych w kulturze antykoncepcji.

OPCJA 3: Możemy uznać, że “otwarcie na potomstwo” jest, owszem, częścią przymierza małżeńskiego, ale nie musimy być jej wierni przez cały czas. Powiedzieliśmy już, dokąd to prowadzi. Oznacza to, że nie musimy być przez cały czas wierni także i zobowiązaniom do wierności i nierozerwalności. Niestety, również i w ten sposób myśli już wiele osób wychowanych w kulturze antykoncepcji.
Małżeństwo to wszystko albo nic. Seks, jako przejaw przymierza małżeńskiego, to również wszystko albo nic. Nie da się zaprzeczyć, że umyślnie odbezpłodniony (czyli pozbawiony ukierunkowania na płodność) akt seksualny zmienia “tak” przysięgi małżeńskiej w ”tak” ...i nie.
To “nie” dotyczy nie tylko zobowiązania do otwarcia na potomstwo. Bliższa analiza wykazuje, że uderza ono także w wolność, całkowite oddanie i wierność. Przyjrzyjmy się im kolejno przez pryzmat odbezpłodnionego aktu.

WOLNOŚĆ. Ta prawda może się z początku wydać komuś dziwna, ale dajmy sobie trochę czasu na jej zrozumienie: antykoncepcja nie powstała w celu zapobiegania ciąży. Istniał już bowiem na to absolutnie bezpieczny i niezawodny sposób – wstrzemięźliwość seksualna. Głębsza refleksja prowadzi do prostego wniosku, że antykoncepcja powstała w celu folgowania instynktowi seksualnemu. Jak powiada przysłowie, potrzeba jest matką wynalazku. “Matką” antykoncepcji była nasza “potrzeba” seksu.
“Wolność seksualna”, w popularnym tego słowa znaczeniu, pozwala na seks bez ograniczeń, bez konieczności mówienia “nie” (takie możliwości stwarza właśnie antykoncepcja). A jednak tylko osoba, która potrafi powiedzieć “nie”, jest zdolna dobrowolnie powiedzieć “tak”. Antykoncepcja, propagowana pod hasłem “wolności seksualnej”, w gruncie rzeczy sprawia, że człowiek sam pogrąża się w niewoli. Tworzy cywilizację ludzi, którzy nie potrafią oprzeć się własnym hormonom.

CAŁKOWITE ODDANIE. Jak wspominaliśmy w ostatnim rozdziale, nie można mówić o całkowitym oddaniu, gdy świadomie i dobrowolnie zatrzymujemy coś dla siebie w akcie seksualnym. Obejmuje to również naszą płodność. Odbezpłodniony stosunek jest “mową” obiektywnie sprzeczną wobec miłości, gdyż głosi: “Oddaję ci całego siebie z wyjątkiem mojej płodności. Przyjmuję cię całego z wyjątkiem twojej płodności”.
Decyzja na wyłączenie z aktu seksualnego własnej płodności, bądź odmowa przyjęcia jej w darze od współmałżonka, jest zaprzeczeniem samej istoty miłości małżeńskiej w momencie, gdy powinna ona znaleźć swój najpełniejszy wyraz. Małżeńska “chwila prawdy” ujawnia wewnętrzny fałsz.

WIERNOŚĆ. Wierność osobie współmałżonka to coś więcej niż samo powstrzymywanie się od cudzołóstwa (w uczynkach i w wyobraźni). Oznacza to życie przysięgą złożoną przy ołtarzu w dobrej i złej doli, bez względu na trudności, konsekwencje i ofiary, które przyjdzie nam ponosić. Pary, które decydują się na odbezpłodnienie swych stosunków seksualnych, stwierdzają, świadomie bądź nieświadomie, że wierność przysiędze małżeńskiej zbyt wiele od nich wymaga. Świadomie czy nieświadomie wybierają niewierność zobowiązaniom podjętym przy ołtarzu.
Przysięga małżeńska jest znakiem miłości Boga. Kiedy małżonkowie wyrażają mową ciała rzeczy z nią sprzeczne, przeciwstawiają się samemu sensowi życia – wezwaniu do naśladowania Boga poprzez miłowanie się nawzajem tak, jak On kocha. A więc co, na Boga, ma Kościół przeciwko antykoncepcji. To właśnie w Bogu, w Jego naturze życiodajnej komunii Osób odnajdujemy najpełniejszą odpowiedź.
Jak mówiliśmy w rozdziale pierwszym, to Duch Święty – uosobiona Miłość pomiędzy Ojcem a Synem – wyobraża, w pewnym sensie, płodność aktu małżeńskiego. Podczas jednej z moich prelekcji pewna kobieta powiedziała: “Kiedy chcę współżyć ze swoim mężem, to zupełnie nam do tego nie jest potrzebny Duch Święty”. Przyznam, że oniemiałem z wrażenia. To przecież dokładnie z tego powodu Kościół uważa, że antykoncepcja jest złem. Dokładnie to wyrażają stosujący ją małżonkowie: “Niepotrzebny nam w tym Duch Święty”.
Kim jest Duch Święty? Jest Panem i Ożywicielem, pochodzącym od Ojca i Syna. Jest Bożą miłością i życiem!
Gdy rozumiemy prorocze znaczenie znaku sakramentalnego, jakim jest akt seksualny, fałszerstwo antykoncepcji staje się jasne. Seks ma przekazywać światu tę prawdę, że Bóg jest życiodajną miłością. Dobrowolnie odbezpłodniony akt seksualny głosi coś wręcz przeciwnego: Bóg nie jest życiodajną miłością. Antykoncepcja sprawia, że stosunek seksualny z proroctwa zmienia się w bluźnierstwo.
Co więcej, jeśli w zjednoczeniu cielesnym mąż ma być prawdziwym symbolem Chrystusa, powinien on przemawiać słowami Chrystusa: “To jest Ciało moje za was wydane” (por. Łk 22,19). Jednak odbezpłodniony stosunek seksualny głosi: “To jest ciało moje za was nie wydane”. Tak więc stosujący antykoncepcję mąż staje się obrazem nie Chrystusa, ale antychrysta.
Podobnie jeśli żona ma być w zjednoczeniu cielesnym obrazem Kościoła, powinna przemawiać słowami Kościoła (którego uosobieniem jest Maryja): “Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Jednak odbezpłodniony stosunek seksualny głosi: “Niech mi się nie stanie według twego słowa”. Tak więc stosująca antykoncepcję żona staje się obrazem nie Kościoła, ale antykościoła.
Dobrowolnie odbezpłodniony stosunek seksualny zamiast być czytelnym znakiem związku Chrystusa z Kościołem, staje się więc czytelnym antyznakiem tego związku (antysakramentem). Antykoncepcja sprawia, że stosunek seksualny z sakramentu zmienia się w świętokradztwo.
Takie właśnie, a nie inne, są skutki antykoncepcji. Dlatego właśnie jest ona złem i to złem poważnym.
 
2. Czy to znaczy, że pary stosujące antykoncepcję nie kochają się wzajemnie?
 
Mogą oni szczerze okazywać sobie miłość na wiele różnych sposobów. Jednak najgłębsze nawet uczucia, emocje i przekonania nie są w stanie przeistoczyć odbezpłodnionego stosunku seksualnego w akt prawdziwej miłości.
Miłość nie jest czymś dowolnym. To nie my decydujemy, czym ona jest. Miłość to nie tylko intensywność uczuć i dzielone przyjemności. Miłość to życie zgodne z obrazem, na który zostaliśmy stworzeni. Miłość to oddanie siebie w sposób wolny, całkowity, wierny i płodny, na wzór Chrystusa. Odbezpłodniony stosunek seksualny jest zaprzeczeniem tego wszystkiego.
 
3. Co więc, u licha, mamy robić, chować po dwanaścioro dzieci? Wolne żarty!
 
Zastanówmy się nad tym. Wyobraźmy sobie małżeństwo, które zrozumiało, co to znaczy, że akt seksualny jest ponowieniem przysięgi małżeńskiej, i postanowiło sobie nigdy tej przysięgi nie łamać (co zresztą jest obowiązkiem każdego małżeństwa). Przypuśćmy też, że mają oni godziwy powód, by poczekać z następnym dzieckiem, czy nawet, żeby nie mieć już więcej dzieci. (W jednym z kolejnych pytań wyjaśnimy, co oznacza “godziwy powód”.) Jak mogą to zrobić bez naruszenia przysięgi?
Małżonkowie mają obowiązek ponowić swoje “tak”, ilekroć współżyją seksualnie. Nigdzie nie jest jednak powiedziane, że mają oni obowiązek bez przerwy współżyć seksualnie. Prawdę mówiąc, w życiu małżeńskim jest wiele sytuacji, kiedy małżonkowie mieliby ochotę na seks, ale dla jakiejś przyczyny muszą z tego zrezygnować.
Być może jedno z małżonków jest chore. Być może żona dopiero co urodziła dziecko. Być może małżonkowie nocują u teściów, gdzie są bardzo cienkie ściany. A być może mają godziwy powód, by nie mieć kolejnego dziecka. Wszystko to są słuszne powody, by powstrzymać się od współżycia, nawet jeśli ma się na nie ochotę.
Mamy już więc odpowiedź na nasze pytanie: Jeśli dana para ma godziwy powód, by uniknąć poczęcia dziecka, a chce pozostać wierna swoim zobowiązaniom małżeńskim (co jest obowiązkiem każdego małżeństwa), jedyną drogą wyjścia jest skorzystanie ze swojej wolności powiedzenia “nie” i powstrzymanie się od seksu. Godność człowieka oraz znaczenie stosunku seksualnego wskazują, że jedynym dopuszczalnym środkiem kontroli urodzeń jest samokontrola.
Dlaczego ludzie kastrują lub sterylizują swoje zwierzaki? Ponieważ zwierzęta nie potrafią opanować popędu seksualnego. My potrafimy. Jeśli nie, oznacza to, że stoczyliśmy się do poziomu Fida i Fidetki.


Opinie użytkowników
Zapytaj o produkt:

Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe.

E-mail:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
Pytanie:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
pola oznaczone - To pole jest wymagane do złożenia zamówienia. - są wymagane
Poleć ten produkt:

Jeżeli chcesz poinformować swojego znajomego o produkcie, który Twoim zdaniem może go zainteresować, skorzystaj z poniższego formularza.

Do:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
Możesz podać więcej adresów e-mail, rozdzielając je przecinkami
Podpis:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
Treść:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
pola oznaczone - To pole jest wymagane do złożenia zamówienia. - są wymagane
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel